czwartek, 15 stycznia 2015

Audiobooki okiem sceptyka

Spróbowałem słuchać i coś poszło nie tak. Nie trafiła do mnie książka mówiona. Zdecydowanie wolę sam czytać. Zacząłem od skorzystania z promocji i pobrania kilku audiobooków. Potem przyszedł czas na skorzystanie z oferty Spotify. Były to same pozycje czytane przez lektora. O ile do jakości, dykcji i innych elementów nie miałem najmniejszych zastrzeżeń, o tyle sama idea słuchania książek wydała mi się chybiona. Inna sprawa, że słuchałem tego stacjonarnie, za pośrednictwem komputera.
W końcu, w ramach dbania o siebie, zacząłem przemierzać spore odległości na piechotę. Słuchałem muzyki. Wpadłem też na pomysł, żeby znów spróbować książki mówionej i przeprosiłem się z moimi, dość skromnymi zasobami. To doświadczenie było już znacznie ciekawsze. Pozwalało chłonąć książki, jednocześnie ruszając się dla zdrowia. Ten sposób obcowania z literaturą jest wręcz stworzony dla ludzi aktywnych. Niestety, nadal wolałem czytać, niż słuchać.
Pewniego dnia przeczytałem, że do ninejszego bloga poszukiwani są recenzenci i pomyślałem, że może warto spróbować. Miałem napisać recenzję słuchowisk opowiadań A. Sapkowskiego. Znów w moim smartfonie zabrzmiały książki. Książki czytane przez wieku aktorów, z dodatkowymi dźwiękami tła to całkiem inna bajka, nie zmuszają do większego skupienia, słucha się ich świetnie.
Same opowiadania są zrealizowane na wysokim poziomie. Świetne kreacje Krzysztofa Banaszyka (Geralt) i Anny Dereszowskiej (Yennefer) pomagały wczuć się w klimat. Jak dla mnie nieco drażnący był narrator, czyli Krzysztof Gosztyła. Drażniący, nie rozczarowyjący, bo tekst przeczytany świetnie i odpowiadający nastrojowi, jednak dość często korzystający z maniery głośnego wdechu. Możliwe, a nawet jestem przekonany, że było to zagranie celowe, tworzące swoisty klimat, jednak dla mnie trochę przesadzone.
Niestety, po wysłuchaniu tych słuchowisk nastąpiła kolejna przerwa w słuchaniu, a w międzyczasie mój czytnik nie próżnował i ładnych kilka pozycji zostało dosłownie pochłoniętych. Szkoda, że nie da się jednocześnie trenować i czytać. Chyba że na rowerze stacjonarnym, ale to całkiem inna bajka. Sądzę, że kiedyś wrócę do audiobooków, posłucham kilku na raz i znów je porzucę dla czytnika czy papieru. Fanem nie zostałem, ale polecam do słuchania w ruchu, choćby nawet w samochodzie.
autor: Marcin Ćwikła